Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start SportyGorskie.pl News Narty Skitury W Sudetach z dala od wyciągów

W Sudetach z dala od wyciągów

przez Paweł Ostatnio zmodyfikowane 2008-06-06 14:00
Akcje Dokumentu

Klub Turystyki Narciarskiej "Psie Pole" działający przy Oddziale Wrocławskim PTTK specjalizuje się w uprawianiu turystyki na nartach śladowych i rekreacyjnych nartach biegowych.

Podstawą naszej działalności jest organizowanie weekendowych wyjazdów Wrocławian w polskie i czeskie Sudety. Bardzo często narty przypinamy już na peronie stacji kolejowej. Tak było na przykład w Mieroszowie, Mysłakowicach, Międzylesiu, Szklarskiej Porębie, a także w Wałbrzychu Głównym. Czasami nie odpinając nart przechodzimy przez mijane po drodze miejscowości. Tak było w Chełmsku Śląskim, Długopolu, Stroniu Śląskim i wielu innych miejscowościach. Nie lubimy natomiast tłoku, zgiełku, i całej tej wrzawy, z jaką spotykamy się w pobliżu wyciągów. Ci którzy chcą cieszyć się swobodą wyboru trasy, szukają kontaktu z przyrodą, powinni pomyśleć o kupnie sprzętu śladowego. Przed miłośnikami górskich wędrówek zima otworzy nowe, nieznane dotąd możliwości. Mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska są w tej korzystnej sytuacji, że aby wyjechać w góry nie muszą organizować specjalnych ekspedycji. Wystarczy wsiąść w pociąg osobowy odjeżdżający w kierunku Ziemi Kłodzkiej o godz. 6.56 lub w specjalny narciarski pociąg pospieszny "Szrenica" o 6.50 jadący do Szklarskiej Poręby Górnej, by przesiadając się po drodze na lokalne pociągi w tym także jadące do Czech, czy autobusy, za trzy godziny znaleĽć się w dowolnym paśmie górskim Sudetów. Pozytywem ostatnich lat jest też spora liczba prywatnych przewoĽników, którzy chętnie dowożą narciarzy w najdziwniejsze nawet miejsca. W ostatnim okresie otwarto liczne turystyczne przejścia graniczne, które w połączeniu z przejściami drogowymi tworzą sieć umożliwiającą posiadaczom paszportów swobodne przekraczanie granicy z Republiką Czeską.

Na wycieczce w Sudetach Wbrew obiegowym opiniom (głoszonym niestety również przez "autorytety" narciarskie) dziewięćdziesiąt parę procent polskich gór wspaniale nadaje się do wędrówek na nartach śladowych i biegowych a tylko kilkanaście daje pełną satysfakcję narciarzom wędrującym na sprzęcie zjazdowym z wiązaniami z uchylną piętą i fokami. Jak chodzi o Sudety, cały ich obszar nie wyłączając Masywu Śnieżnika i Karkonoszy wspaniale się do wędrówek na śladówkach nadaje. Jeżeli ktoś nie wierzy, to niech przejdzie na południową część Sudetów i zobaczy setki czeskich narciarzy śmigających na biegówkach nie tylko po głównym grzbiecie Karkonoszy. Oczywiście gdy mamy przed sobą trudny, stromy odcinek zjazdu np. po oblodzonej trasie staramy się wybrać inny alternatywny wariant szlaku, umożliwiający łatwiejszy a także bezpieczniejszy zjazd.


...telewizyjne komunikaty informujące o opadach śniegu i zaspach w Karkonoszach zrodziły przypuszczenie, że być może również w Masywie Śnieżnika spadł śnieg. Kierownik schroniska na Hali pod Śnieżnikiem potwierdził, że powyżej 1000 m npm panują dobre warunki śniegowe.

Na wycieczce w Sudetach W środę 11 listopada na wyjazd udało mi się namówić cztery osoby. Do Domaszkowa, niewielkiej stacji na trasie z Kłodzka do Międzylesia, dojechaliśmy pociągiem, potem autobusem, do centrum Międzygórza i dalej piechotą, wyruszyliśmy na poszukiwanie śniegu. W Międzygórzu panowała prawdziwie jesienna pogoda: deszcz, mgła i bardzo ciepło. Wyciąg narciarski oczywiście nieczynny. Przez chwilę ogarnęło nas zwątpienie. Może zadzwonić na Halę? Bierzemy jednak narty i idziemy w góry. Szlakiem czerwonym, potem już bez szlaku przez Czarny Dół. Wokół ani śladu śniegu, ale deszcz zaczął zamieniać się w krupy śnieżne. Kiedy dochodzimy do zielonego szlaku narciarskiego, prowadzącego z Hali pod Śnieżnikiem do Międzygórza, nagle pojawił się śnieg, którego z każdym krokiem było coraz więcej. Po 200 metrach 30-centymetrowa jego warstwa pozwoliła nam przypiąć narty. Na Hali pod Śnieżnikiem prawdziwa zima. W ciągu niespełna godziny jesienny krajobraz zmienił się w zimowy. Krótki odpoczynek w schronisku i wyruszamy na trasę. Idziemy szlakiem niebieskim w kierunku Międzylesia, trawersując zbocza Małego Śnieżnika i Goworka. Warunki śniegowe bardzo dobre - 30 centymetrów przewianego gipsu pokrytego cienką warstwą świeżego śniegu stwarzają wspaniałe warunki do jazdy. Dwa odcinki łagodnych zjazdów rekompensują trudy podejścia. Niestety po przekroczeniu przez nas granicy 1000 m npm skończył się śnieg. Po błocie, przez Jaworek Górny wróciliśmy do Międzygórza.

W cztery dni póĽniej kolejna grupa narciarzy z KTN "Psie Pole" wyruszyła w rejon Masywu Śnieżnika. Już w Międzygórzu leżała cienka warstwa mokrego śniegu, ale narty przypięliśmy dopiero koło mostku na wysokości ok. 850 m npm. Do schroniska podobnie jak trzy dni wcześniej dotarliśmy zielonym szlakiem narciarskim. Po odpoczynku, udaliśmy się na blisko dwugodzinną wycieczkę przez Umarły Las, trawersami Małego Śnieżnika i Goworka, by wreszcie po założonych rano śladach zjechać na dół. Blisko połowę trasy od schroniska do Międzygórza pokonaliśmy na nartach. To pozwoliło nam zaoszczędzić trochę czasu i mogliśmy wstąpić do "Złotego Rogu" na kufelek piwa z frytkami.


...28 listopada 1998 aż 10 osób odważyło się wyruszyć na wycieczkę narciarską.

Dojazd pociągiem przez Kłodzko do Lądka Zdroju, piesze dojście szosą do Lutyni. Tu już wystarczająco dużo śniegu na zapięcie nart. Dalej podejście na Przełęcz Lądecką i przez turystyczne przejście przeszliśmy na czeską stronę. Zjazd ośnieżoną drogą do Travnej i obiad w hostincu "Vecerku" Z przełęczy "Królewską Drogą" zjechaliśmy do Lądka Zdroju. Śnieg pozwolił nam na efektowny, ponad ośmiokilometrowy zjazd prawie do centrum miasta.

W sobotę, 5 grudnia zorganizowano kolejny wyjazd na narty. Pociągiem odchodzącym z Wrocławia o 6.55 do Kłodzka Miasta, dalej autobusem na Polskie Wrota, leżące na trasie do Kudowy Zdroju. Śniegu było o wiele mniej niż zapowiadały to prognozy mówiące o "opadach miejscami intensywnych" i trzeba było trochę kluczyć po łąkach. Z Polskich Wrót na nartach, przez Ludowe szerokim łukiem obeszliśmy GrodĽca, dalej stokami Lecha i Czecha doszliśmy w okolice Łężyc. Niestety towarzyszący nam przez cały czas niewielki opad śniegu i mgły ograniczyły widoczność. Stromo przez las i po łąkach wspaniały zjazd do Kociołka i dalej do Darnkowa, gdzie na krótki odpoczynek zatrzymujemy się w remontowanym domu wczasowym. Wędrówka przez te zakątki stwarza doskonałą okazję do uzupełnienia dokumentacji fotograficznej kapliczek i krzyży przydrożnych oraz wiejskiej architektury drewnianej z XIX i początków XX wieku. Po kilku kilometrach narciarskiego marszu weszliśmy na grzbiet kolejnego wzniesienia. Znowu wędrówka pokrytymi śniegiem i szadzią polami. W promieniach zachodzącego słońca zjechaliśmy do Lewina Kłodzkiego. "U Adama" przy piwie oczekujemy na autobus, który zawiezie nas do Kłodzka.


...wszystkim Szklarska Poręba kojarzy się z Karkonoszami, Szrenicą, nartostradami i wyciągami. My nie lubimy zgiełku, stania w długich kolejkach, wolimy ciszę leśnych ostępów i turystyczną wędrówkę, dlatego w sobotę, 16 stycznia ze stacji kolejowej w Szklarskiej Porębie Górnej zamiast pod wyciąg wyruszyliśmy na Kamienicki Grzbiet. Tego samego dnia inna grupa pojechała na Polanę Jakuszycką w Górach Izerskich, pobiegać na trasach Biegu Piastów.

W rodzinie narciarzy śladowych i biegowych można spotkać zarówno tych, którzy wolą poruszać się po przygotowanych przez ratraki i skutery śnieżne torach, jak i tych którzy lubią wędrować po nieprzetartych szlakach, choć czasami może się to skończyć nawet kąpielą w strumieniu czy złamaniem narty. Wróćmy jednak do opisu naszej wycieczki. Początkowo szosą w kierunku Świeradowa Zdroju, następnie drogą leśną, obeszliśmy Zakręt Śmierci. Przez Rezerwat Krokusów w Górzyńcu, gdzie niewielka ilość śniegu zmusiła nas na chwilę do odpięcia nart, wędrujemy dalej aż do Kościelnego Mostku, za którym rozpocząło się krótkie acz strome podejście na Kamienicki Grzbiet. Na szczycie Kowalówki wiał bardzo silny i porywisty wiatr. Tępy śnieg ułatwiał wprawdzie podchodzenie, niestety nie dawał satysfakcji podczas zjazdów. Na odpoczynek i posiłek zatrzymaliśmy się w leśnym magazynie na sadzonki. Zapewniał on ochronę od wiatru. Dochodzi godz. 15.00 - czas na powrót. Najbliższe skrzyżowanie, na którym jak się potem okazało mieliśmy skręcić, wyglądało zupełnie inaczej niż na mapie. Zamiast najkrótszą drogą zjechać na Rozdroże Izerskie, nadkładając ponad cztery kilometry pojechaliśmy na Półkowy Mostek. Stało się jasne że, nie zdążymy już złapać "Szrenicy". Słońce zaszło już za górami, temperatura spadła o kilka stopni, śnieg stał się bardziej nośny, dzięki czemu szybko ruszyliśmy przez las. Tylko dlaczego droga odbija coraz bardziej na północ, a po prawej stronie coraz mocniej zaznacza się jakaś dolina? Gdy zaczęło wyrastać wzniesienie Piaszczystej, wiedzieliśmy już, że popełniliśmy błąd. Trzeba było wracać na Rozdroże Izerskie. Nie wiedzieliśmy jeszcze, co nas czeka na szosie. Na szczęście na drodze leżała gruba warstwa ubitego, gładkiego śniegu, ani jednego kamyka, ani kawałka lodu. Gdyby nie zmęczenie, na pewno mile wspominalibyśmy wędrówkę przez Zakręt Śmierci do Szklarskiej Poręby. Z daleka zobaczyliśmy światła kolejnego odjeżdżającego pociągu. Na szczęście o 19.30 jedzie jeszcze jeden, już ostatni tego dnia. Na stacji jest automat telefoniczny i mogliśmy powiadomić rodziny, że będziemy w naszych domach dopiero po północy. O trudach wycieczki niech świadczy fakt, że w kiosku wszyscy zakupiliśmy po litrowej butelce soku, do tego po butelce wody mineralnej, a w Jeleniej Górze korzystając z kilkunastominutowego postoju dokupiliśmy dalszych pięć litrowych butelek.

Tak się złożyło, że w tej wycieczce wzięło udział troje przodowników turystyki narciarskiej PTTK i jeden kandydat na przodownika. Okazuje się, że nawet najlepsi popełniają błędy. Jedna z koleżanek komentując tę wyprawę uznała, że jest to typowy przykład... nadprzewodnictwa.


Na wycieczce w Sudetach ...narciarze zjazdowcy mają swoje nartostrady, ale mało kto wie, że wiele dróg tak jak np. szosa biegnąca przez Kamieńczyk, Lesicę, Gniewoszów, Porębę Wójtowice w Górach Bystrzyckich, leśne drogi w worku Gór Bialskich, przez Lutynię w Górach Złotych, z Przeł. Łaszczowej w kierunku Kłodzka, czy szosa do Walimia w Górach Sowich to zimą wspaniałe wielokilometrowe, szerokie, o stosunkowo łagodnym spadku trasy, idealnie nadające się do zjazdów na nartach śladowych i biegowych.

Mimo, że przez cały tydzień padał śnieg nie byliśmy pewni czy wystarczy go do narciarskiej wędrówki. W sobotę, 21 listopada kupiliśmy bilety do Międzylesia, decyzję o tym, gdzie wysiądziemy i dokąd pójdziemy na wycieczkę postanowiliśmy podjąć dopiero w pociągu. W Bardzie niewiele śniegu, w Gorzanowie na łąkach spod śniegu wystają kępy traw. Decydujemy się wysiąść w Bystrzycy Kłodzkiej. Nie chcemy po raz kolejny jechać na Śnieżnik. Tuż za miastem przypinamy narty. Na szosie prowadzącej do Wyszek i na biegnącej równolegle do niej alei kasztanowo-lipowej jest wystarczająco dużo śniegu. Także na łąkach i polnych drogach. Niestety, w lesie wędrówkę utrudniają kamienie. Na początku zimy na łąkach jest sporo śniegu, ale na leśnych drogach jest go niewiele. (Pod koniec sezonu, gdy wiosenne słońce stopi śnieg na polach w osłoniętych drzewami miejscach utrzymuje się on znacznie dłużej). Tak było i tym razem i w pewnym momencie musieliśmy nawet odpiąć narty, by na piechotę dotrzeć do Autostrady Sudeckiej. Tak nazywa się piękna, widokowa, latem bardzo lubiana przez rowerzystów droga, która wbrew nazwie z autostradą niewiele, a właściwie nic nie ma wspólnego. Szosę pokrywa 30 cm warstwa lekko ubitego kołami samochodów śniegu. Warunki wręcz idealne do wędrówki, tym bardziej, że na tym odcinku droga cały czas nieznacznie opada. Wreszcie Przełęcz nad Porębą i długi zjazd do wsi. Śnieg nie był zbyt nośny i nie czuć było, że w tym miejscu jest bardzo stromo. Na chwilę zatrzymaliśmy się w sklepie. Kilka osób postanowiło zjechać dalej szosą do Długopola Zdroju. Pozostali nadkładając kilometr drogi zdecydowali się na wędrówkę polami. Tu spotkała nas przykra niespodzianka: cienka warstwa zmrożonego śniegu leżała na warstwie mokrego zupełnie nie związanego z podłożem śniegu. Narty zaczęły kleić się. Nawet smarowanie parafiną na niewiele się przydało. Ci co wybrali zjazd szosą dojechali bez kłopotów na nartach do samej restauracji "Pod Kasztanem" w Długopolu Zdroju, gdzie przy piwie i pierogach spotkali się wszyscy uczestnicy niedzielnej wycieczki. Łącznie 12 narciarzy. Gdy trzeba przecierać szlak - a takie warunki panowały tego dnia - lepiej gdy zespół narciarzy jest liczniejszy. Zbyt duża jednak liczba osób powoduje, że grupa porusza się wolniej. Optymalna liczba uczestników to od 6 do 14 turystów.

Konrad Ostańkowicz
Akcje Dokumentu
Powiedz nam jak sobie radzimy
Dziękujemy za wszystkie komentarze dotyczące naszych stron internetowych. Będziemy wdzięczni za wszelkie opinie dotyczące naszej działalności, które pomogą uczynić ten serwis lepszym. Prosimy o wybranie i zaznaczenie na liście odpowiednich punktów. Nie możemy obiecać, że odpowiemy na wszystkie opinie dostarczone tą drogą, ale na pewno przeczytamy je wszystkie.
Proszę zaznacz wszystkie punkty, które uznasz za uzasadnione