Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start SportyGorskie.pl News Narty Nowości Narty u Ajatollaha

Narty u Ajatollaha

przez Paweł Ostatnio zmodyfikowane 2008-06-06 14:12
Akcje Dokumentu

Na narty do Iranu? A po czym tam się jeździ? Po piasku? – zdziwieni pytali wszyscy, którym mówiliśmy o naszym ekstremalnym pomyśle narciarskiej wycieczki na tereny dawnej Persji.

Iran kojarzy się nam bowiem raczej z gorącym pustynnym piaskiem, a nie białą pokrywą śnieżną. My postanowiliśmy, że sprawdzimy jak jest naprawdę. To co zobaczyliśmy, przerosło nasze najśmielsze oczekiwania.

fotoOkazało się, że warunki do uprawiania sportów zimowych są w Iranie wprost idealne. Na narciarzy i snowboardzistów czeka mnóstwo białego puchu, długie trasy, tanie karnety i niewielkie kolejki do wyciągów. A sezon narciarski trwa ponad cztery miesiące (od początku grudnia do końca marca).
Zamiłowanie do białego szaleństwa przeszczepił na irański grunt Szach Reza Pahlawi w latach 60-tych. Podczas jednego z licznych pobytów w Europie zafascynowała go magia dwóch desek. Po powrocie do ojczyzny postanowił wybudować kilka narciarskich ośrodków dla siebie i swoich poddanych. Kilka lat potem brodaci mułłowie zmusili szacha do ucieczki, na szczęście ośrodki pozostawili nietknięte. Dzięki temu przetrwały do dziś. Niestety od tamtego czasu infrastruktura narciarska nie była w zasadzie rozbudowywana a i remonty zdarzały się nader rzadko.
Ośrodki narciarskie porozrzucane są po różnych częściach kraju: Największe i najpopularniejsze (Shemshak i Dizin) znajdują się w potężnych górach Alborz na północ od Teherenu. Ze stolicy można do nich dojechać w niecałe dwie godziny. To właśnie te rejony chcieliśmy zobaczyć podczas naszego pobytu w Iranie.

Największe wyzwanie: dojazd.

foto
Do Teheranu przylecieliśmy w środku nocy. Po załatwieniu formalności paszportowych i odebraniu bagaży wydostaliśmy się z lotniska i pojechaliśmy na dworzec autobusowy. Stamtąd dostaliśmy się lokalnym transportem w góry. Niestety na 20 km przed celem naszej podróży okazało się, że dalsza droga jest dla autobusu zbyt niebezpieczna. 15-stopniowe nachylenie przy ogromnym oblodzeniu i ciągle padającym śniegu stawiało dojazd do dzisiejszy dojazd do położonego w sercu gór Dizin pod dużym znakiem zapytania. My byliśmy jednak silnie zdeterminowani.
Niewiele myśląc wyszliśmy na drogę i zaczęliśmy machać na przejeżdżające samochody. Po 15 minutach siedzieliśmy na (tylnych/tylnich) siedzeniach potężnego jeepa. Naszym wybawcą okazał się młody Irańczyk – Ali. Doskonale mówił po angielsku i tak jak my chciał dostać się na narty do położonego w najmniej dostępnych partiach gór ośrodkach Dizin. Dzięki napędowi na cztery koła bez problemu minęliśmy dwa mniejsze ośrodki narciarskie (Shemshak, Darbandsar). Dalej jednak warunki pogorszyły się do tego stopnia, że nawet nasz jeep zaczynał mieć problemy. Kręta górska droga stała się ledwie widoczna. Samochód właściwie płynął w śniegu w półmetrowym śniegu. Przed nami nie było żadnych śladów, tylko biała pustka. Nagle coś nami wstrząsnęło, a samochód zatrzymał się na niewidzialnej przeszkodzie. Po bliższej analizie okazało się, że wbiliśmy się w metrową lawinę. Dalsza droga, przynajmniej samochodem była niemożliwa.

- Ja zawracam, ale wy możecie spróbować przejść resztę drogi na piechotę. To już niedaleko. Najwyżej godzina drogi – stwierdził Ali.
- My nie damy rady? Jak nie damy jak damy! – odparliśmy i pożegnaliśmy naszego znajomego.
Mimo swoich widocznych na pierwszy rzut oka zalet, Ali miał tez jedną wadę: słabe pojęcie o czasoprzestrzeni. Po trzech godzinach wędrówki wciąż byliśmy w sercu gór, a obiecywanego ośrodka jak nie było tak nie było. W zasadzie to w ogóle niewiele było. No może poza śniegiem i wszechogarniającą mgłą.

fotoKierowani przypływem zdrowego rozsądku postanowiliśmy zawrócić. I była to jedna z mądrzejszych decyzji, bo jak się później okazało Dizin był jeszcze daleko, a sam powrót nie okazał się wcale łatwy. Dopiero przed wieczorem przemoczeni i zmarznięci dotarliśmy do mijanego rano ośrodka Shemshak. Tam znaleźliśmy hotel, ulokowaliśmy się w ostatnim wolnym pokoju i wyczerpani poszliśmy spać.

 

 

 

 

 


Dla twardzieli Shemshak...

fotoRano przywitało nas bezchmurne niebo i mocne słońce. Okazało się, że wczorajsza burza śnieżna, całkowicie odcięła Shemshak od cywilizacji. Zasypana była nie tylko droga do Dizin, ale także ta łącząca oba ośrodki z Teheranem. Nie pozostało nam więc nic innego jak wykorzystać doskonałe warunki pogodowe i ruszyć na stok.

Shemshak to drugi co do wielkości ośrodek narciarski w Iranie. Do dyspozycji narciarzy jest tutaj 6 wyciągów. Co nie jest rzecz jasna liczbą imponującą. Narciarzy przyciąga do Shemshek 500-metrowa „pionowa” ściana.
Na stoku dowiedzieliśmy się, że wczorajsze zaskoczyły nie tylko drogowców, ale także obsługę stacji, która nie zdążyła wytyczyć i przygotować tras. Nic nie szkodzi, bo i tak chcieliśmy pojeździć off - piste. Warunki były do tego wprost idealne. Na stromych stokach leżało ponad metr świeżego puchu. Istny narciarski raj.
Niestety wraz z odblokowaniem drogi z Teheranu na trasach stopniowo pojawiały się grupki weekendowych turystów ze stolicy. Zaczęły tworzyć się nawet 15 minutowe kolejki. Na szczęście jest ten problem poza weekendami w zasadzie nie istnieje.
Dwa dni później drogowcom udało się odblokować drogę do Dizin. Postanowiliśmy to wykorzystać i wyjechać z Shemshak.

...dla pozostałych Dizin

fotoDizin, jak zgodnie twierdzili wszyscy nasi rozmówcy, jest najlepszym i największym irańskim ośrodkiem narciarskim. Jest tam kilkanaście wyciągów, które mogą wywieźć narciarzy nawet na wysokość 3 500 metrów, skąd roztacza się oczywiście niezapomniany widok na całą okolicę. Trasy narciarskie są naprawdę dobrze przygotowane, a częste opady świeżego puchu gwarantują wszystkim narciarzom świetną zabawę.
Swoją popularność Dizin zawdzięcza nie tylko rozmiarom czy doskonałym warunkom śniegowym, ale także urozmaiconemu poziomowi
Dizin warto odwiedzić także z innego powodu. Otóż jest to chyba jedyny ośrodek w Iranie, w którym wciąż obowiązuje segregacja płci. Kobiety i mężczyźni do wyciągów muszą stać w oddzielnych kolejkach! Do przestrzegania tej zasady pilnuje wojsko. Przepis ten jest reliktem przeszłości, kiedy to oddzielne były nie tylko kolejki, ale także trasy narciarskie. Co ciekawe, dziś segregacja płci obowiązuje wyłącznie w kolejkach do wyciągów. A w samej gondoli czy na krzesełku można już jechać w towarzystwie mieszanym. Jaki jest więc sens tego przepisu? Tego nie wie pewnie i sam Allah.

Podczas naszego pięciodniowego pobytu w Dizin zbadaliśmy chyba wszystkie trasy i z czystym sumieniem możemy go polecić wszystkim, nawet tym zupełnie początkującym. Dla nich najlepsza będzie centralnie położona nartostrada, która zaczyna się na 3200 metrach a kończy pod samymi drzwiami hotelu. Bardziej doświadczonym spodobają się pięknie eksponowane i bardziej wymagające trasy położone w najwyższych partiach gór.

Trochę egzotyki

Zdecydowanie największym minusem narciarskiego wyjazdu do Iranu jest niewystarczająca infrastruktura noclegowa. W obu ośrodkach, które odwiedziliśmy (Shemshak i Dizin) znajdują się łącznie tylko 4 hotele, a cena noclegu w dwuosobowym pokoju wynosi ponad 50 USD – zdecydowanie za dużo jak na oferowany standard.

fotoPobyt w Iranie trzeba także okupić kilkoma dodatkowymi wyrzeczeniami. Pierwszą sprawą jest kwestia ubioru. Wszystkie kobiety zobowiązane są do noszenia skromnych, dokładnie skrywających ciało oraz włosy, strojów. Na szczęście zimą przepis ten nie jest zbytnio uciążliwy.
Trudniej za to poradzić sobie z całkowitym zakazem sprzedaży i spożywania alkoholu. Narty bez piwa? Co to za przyjemność? – zapyta niejeden amator białego szaleństwa. Nie ma jednak wyjścia. No chyba, że uda nam się coś przemycić z Polski albo kupić miejscowej produkcji samogon. Warto jednak pamiętać, że w Iranie za picie alkoholu (i to nie tylko w miejscach publicznych) grozi kara chłosty.

Właściwie można też zapomnieć o jakiejkolwiek rozrywce. Nie ma żadnych dyskotek, pubów, barów. Wyjątkiem jest chyba jedynie Dizin, gdzie można wybrać się do klubu bilardowego, pograć w ping-ponga, albo pojeździć na symulatorze wyścigowym. Cóż to jednak znaczy w porównaniu ze znaną z europejskich ośrodków machiną rozrywkową?

Parę słów o narciarzach

fotoZagranicznych turystów spotyka się na stokach rzadko. A sami Irańczycy, wbrew pozorom, są do obcokrajowców nastawieni bardzo przyjaźnie. Często zagadują turystów chcąc dowiedzieć się skąd przyjechali i jak im się w Iranie podoba. Szczególnie łatwo nawiązuje się kontakty podczas dziesięciominutowego wjazdu kolejką gondolą. W czteroosobowymi wagonikach można porozmawiać nie tylko na temat warunków śniegowych, ale także spraw politycznych.
Jedną z najbardziej interesujących osób poznanych w gondoli był Mohamed. Oprócz imienia niewiele łączyło go z typowym Irańczykiem. Doskonale mówił po angielsku, a na nartach jeździł chyba na całym świecie: w Australii, Stanach, Chile i oczywiście w Europie. Zaprosił nas do swojej górskiej daczy, gdzie do dyspozycji gości było aż 8 sypialni i pełen zachodnich trunków barek...

Akcje Dokumentu

nie chce tematu wprowadzać!!!

Wysłane przez Potwór Głębinowy o 2009-01-28 23:40
no to jedziemy, ja tam chcę !!!!!!! navarką !!!!
Powiedz nam jak sobie radzimy
Dziękujemy za wszystkie komentarze dotyczące naszych stron internetowych. Będziemy wdzięczni za wszelkie opinie dotyczące naszej działalności, które pomogą uczynić ten serwis lepszym. Prosimy o wybranie i zaznaczenie na liście odpowiednich punktów. Nie możemy obiecać, że odpowiemy na wszystkie opinie dostarczone tą drogą, ale na pewno przeczytamy je wszystkie.
Proszę zaznacz wszystkie punkty, które uznasz za uzasadnione